poniedziałek, 27 lipca 2015

003. The first normal conversation.


Promyki słońca przebijające się przez kraty delikatnie muskały moją skórę. Uchyliłam delikatnie powieki dając za wygraną i spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Jęknęłam cicho, gdy ujrzałam godzinę 10:36, bo za godzinę i dwadzieścia cztery minuty powinnam dostać ciepły posiłek i leki. Westchnęłam widząc na toaletce tacę z dwoma kanapkami, szklankę mleka i oczywiście pudełeczko z lekami. Podniosłam się niechętnie i podeszłam do toaletki, siadając na krześle. Ugryzłam kilka razy kanapkę i popiłam kilkoma łykami mleka, po czym połknęłam wszystkie tabletki na raz i popiłam pozostałością mleka. Otarłam usta dłonią i podniosłam się z miejsca. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam rurki i koszulkę, oraz czystą bieliznę i poszłam do łazienki by wziąć poranny prysznic. Rozebrałam się do naga i przez chwile patrzyłam na swoje blade ciało w odbiciu lustra. Było czyste. Żadnych ran czy blizn po nieudanej próbie samobójstwa. Nadal myślę, że kiedyś się stąd wyrwę i zacznę nowe, spokojne życie. Bez zmartwień, płaczu, wrzasków i niespokojnych snów. Zacznę nowe życie u boku ukochanej osoby. Tak, marzenie.
Weszłam pod prysznic i zasunęłam drzwiczki, pozwalając by ciepła woda pieściła dokładnie moje zimne ciało.  Namydliłam dłonie i wtarłam piankę w ciało. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie zielonookiego pieszczącego moje ciało swoimi dużymi dłońmi. Momentalnie otworzyłam oczy i opłukałam się, po czym wyszłam spod prysznica i dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem. Ubrałam się, po czym wysuszyłam włosy, a potem wyszłam z łazienki. Zamknęłam drzwiczki i odwróciłam się w stronę drzwi od mojego pokoju słysząc szelest. Ujrzałam Harry'ego, który odkłada tacę na toaletkę. Przełknęłam ślinę nerwowo. A co jak mnie widział nago? Moja podświadomość szalała wymyślając najdziwniejsze scenariusze.
- Cześć, Viviene  - uśmiechnął się lekko, zerkając na mnie. - Ładnie dziś wyglądasz - posłał mi kolejny ładny uśmiech, a ja zarumieniłam się i spuściłam głowę by tego nie widział.
- Um... Cześć Harry - powiedziałam, chcąc trochę zbliżyć się do chłopaka, ale stwierdziłam, że nie mogę być tak łatwowierna. - Dzięki, ale wyglądałabym o wiele ładniej, gdybyś już poszedł - stwierdziłam, uśmiechając się sarkastycznie.
- Przyniosłem ci obiad oraz leki, Viviene. Nie musisz być taka oschła, chcę się zaprzyjaźnić - podszedł do mnie, a ja od razu się odsunęłam czując dotyk jego dłoni na moim ramieniu. Wzdrygnęłam się przypominając sobie moje brudne myśli spod prysznica. - Coś się stało? - zapytał, patrząc na mnie swoimi szmaragdowymi oczyma. Jego czoło było delikatnie zmarszczone, a wzrok wypalał dziurę w każdym miejscu na mojej twarzy.
- Wszystko w porządku, tylko jestem trochę zmęczona - westchnęłam cicho. - Na prawdę dziękuję ci za troskę Harry i za to, że chcesz mi pomóc, ale nie potrzebuje pomocy, bo jestem zdrowa - oznajmiłam mu, chcąc by w końcu się odczepił, ale tylko wziął krzesło i usiadł na nim. Westchnęłam i zajęłam miejsce na parapecie, wyglądając przez okno. - Opowiesz mi coś o sobie? - zapytał. - Coś więcej...
- Co chciałbyś wiedzieć? - zapytałam dając za wygraną. Poddałam się, bo wiedziałam, że nie wygram ze szmaragdowymi tęczówkami i onieśmielającym właścicielem.
- Chciałbym wiedzieć ile masz lat, skąd pochodzisz, co lubisz robić w wolnym czasie... Podstawowe wiadomości - uśmiechnął się ładnie, a ja wymierzyłam sobie mentalnego policzka za przyglądanie się mu.
- No dobrze... Mam 17 lat, a do opuszczenia psychiatryka z własnej woli pozostał mi cały rok, gdyż niedawno miałam urodziny. Pochodzę z Menchesteru, gdzie mieszkałam do dnia katastrofy. A robię to na co mi pozwalają, czyli siedzę, patrzę, myślę, jem, czasem oglądam telewizję, jeśli pozwolą mi wyjść do holu - odpowiedziałam na jego wszystkie pytania skierowane w moją stronę, po czym przeniosłam się na łóżko, by być bliżej niego. - Twoja kolej.
Odchrząknął zanim zaczął mówić, by usunąć seksowną chrypkę z jego głosu.
- Pochodzę z Holmes Chapel w Chersie. Przeprowadziłem się do Londynu w wieku piętnastu lat i od trzech lat mieszkam tu sam, bo rodzice wrócili do domu -zatrzymał się by chwilę się zastanowić. - Um, mam 21 lat, a urodziny będę miał za dwa tygodnie. W wolnym czasie gram na gitarze, śpiewam, czytam i spotykam się ze swoimi znajomymi. Powinnaś ich poznać. Nie są jacyś szaleni, ale za spokojni tez nie są - zaśmiał się cicho, a na moją twarz mimowolnie wkradł się nikły uśmieszek. Harry najwyraźniej był dumny z siebie, bo udało się mu mnie rozśmieszyć, a przynajmniej skłonić do uśmiechu.
- Nie wydaje mi się, by polubili kogoś takiego jak ja w dodatku z psychiatryka - zaśmiałam się gorzko i sięgnęłam po tacę, aby zabrać się za jeszcze ciepły obiad. Pogrzebałam chwilę w talerzy, po czym zabrałam się za zaspokajanie swojej potrzeby.
- Viv, muszę niedługo lecieć do pracy. Przyjdę jeszcze wieczorem, dobrze? - upewnił mnie o kolejnej wizycie, na co cicho odetchnęłam, po czym skinęłam głową. Po chwili oddałam mu tacę z posiłkiem skończonym niemalże w 80%. Więcej już nie mogłam. Połknęłam jeszcze leki i popiłam herbatą, po czym oddałam mu szklankę i pudełko. - Więc do zobaczenia - pożegnał się uśmiechając lekko.

- Do zobaczenia Harry - odpowiedziałam mu i ujrzałam jak drzwi się zamykają. Położyłam się na łóżku i postanowiłam przespać czas wolny od Harry'ego.


______________________________________________

Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterzeaskutumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.

Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.

Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.

Lots of love, olcia srolcia x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥