piątek, 7 sierpnia 2015

004. Nightmare.


Czerń objęła cały mój umysł. Po raz kolejny widziałam samochód, a w nim szczęśliwą rodzinę, która zamierza odpocząć od rutyny, ciągłych obowiązków. Rodzinę, która się kocha i dba o swoje bezpieczeństwo i potrzeby. Cichy śmiech kobiety i głośne komentarze mężczyzny dudnią mi w uszach. Siedząca po środku dziewczynka w dwóch, czarnych kiteczkach na głowie i o jasnej cerze chichotała, kiedy chłopiec o podobnej urodzie wbijał jej palce w żebra, wywołując u niej falę śmiechu. Tylko blondynka siedząca obok była nie w sosie. Bawiła się nerwowo palcami, co chwile dając czarnowłosej kuksańca w bok, by ta w końcu się uspokoiła. Po chwili rozległ się krzyk i nastąpiła prawdziwa ciemność.
Poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię. Otworzyłam oczy, roztrzęsiona i spocona. Spojrzałam na Harry'ego, który trzymał moje ramię z wyraźnym przerażeniem w oczach.
- Viviene, co się stało? Krzyczałaś przez sen... - otarł moje policzki, które już zdążyły zrobić się mokre. Nie wiedziałam dlaczego cały czas mam ten jeden sen. Może za bardzo rozpamiętuję ten dzień? A może to jest ten mój problem, o którym mówią psychiatrzy? Może boję się tego, że to się powtórzy, gdy będę miała własną rodzinę? Przecież to i tak nie nastanie. Zgniję w psychiatryku pogrążona w rozpaczy, bo nigdy nie uda mi się pokochać kogoś tak samo jak kochałam ich.
Poczułam jak silne ramiona przyciągają mnie do siebie, przytulając do swojej piersi. Przez chwilę nie reagowałam, ale po chwili wtuliłam się w mężczyznę, chcąc by oddał mi jak najwięcej swojego ciepła. To może być samolubne, ale od tamtego dnia nie doświadczyłam tego ponownie. Zdążyłam zapomnieć jak to jest być przytulaną, całowaną, po prostu kochaną. Zdążyłam zapomnieć o wszelkich czułościach, jakimi kiedyś obdarowywano mnie co chwilę. Miałam ich na pęczki, a teraz chciałabym mieć przynajmniej jeden ten pęczek.
Po chwili zorientowałam się, że Harry o coś pytał. Otarłam łzy i pociągnęłam nosem czując, że potrzebuję chusteczki.
-Um... Harry ja miałam tylko koszmar. Wszystko jest w porządku... Cieszę się, że do mnie wróciłeś... - zacisnęłam dłonie w pięści na jego koszulce, aż moje knykcie zbielały. Czułam się przy nim inaczej, niż przy wszystkich stąd. Był zupełnie inny. Nie chciał mnie skrzywdzić. Nie potrzebował wiedzieć o mnie więcej, niż powinien. Po prostu był człowiekiem godnym zaufania. Podobało mi się to i wiedziałam, że mogę mu na prawdę zaufać. A jednak bałam się. bałam się, że zostanę zraniona. Rozkocha mnie w sobie i zostawi. Co może dać mu psychopatka? Jedynie problemy i wstyd na ulicy. Przyjaciele się od niego odwrócą, rodzice go wyśmieją. A może jednak ma już kogoś? Może tylko chce bym cierpiała?
-Viviene, czy wszystko w porządku? - zapytał ciepłym głosem, jakby chciał mnie do siebie przekonać. Ale ja cię już lubię, Harry - mówiłam do siebie w myślach. Nie musisz starać się o moje względy. - Zaraz połamiesz sobie palce - ujął moje piąstki w swoje, duże i delikatne dłonie, starając się jak najwolniej i najdelikatniej rozprostować moje palce. Powoli muskał opuszkami palców moją skórę. Przymknęłam powieki, bo bardzo mi się to podobało. Mogłam wyczuć ten piękny uśmiech Harry'ego. Jest coś co mnie do niego przyciąga, ale nie jestem pewna czy mogę mu ufać. Muszę czekać by przekonać się, że jest godnym zaufania przyjacielem. -Jesteś jak taki kot, Viv - powiedział cicho, gdy udało mu się w końcu rozluźnić moje pięści, po czym oparł się o ścianę na moim łóżku uważając, by nie usiąść na moich nogach - lubisz, kiedy się ciebie dotyka, pieści, mizia. Jesteś urocza. - stwierdził patrząc na moją reakcję. Prychnęłam tylko i wywróciłam oczami.
- Podrywasz mnie? - zapytałam cicho, bo nie wiedziałam jak wygląda podryw. Nikt nigdy mnie nie podrywał, więc uważałam, że to po prostu miłe słowa rzucone w kierunku drugiej osoby.
- Um... Nie. Chcę tylko żebyś mi zaufała, okej? Nie bój się. Przychodzę w przyjaźni i pokoju - zaśmiał się cicho, a na moją twarz mimowolnie wkradł się mały uśmiech. Lubiłam go za to, że mimo wszystko potrafił mnie rozśmieszyć i odsunąć od złych wspomnień. Kiwnęłam powoli głową w odpowiedzi i westchnęłam cicho.
- Muszę iść wziąć prysznic. Poczekasz, czy już pójdziesz? - zapytałam cicho i wstałam, podchodząc do swojej szafy, z której wyjęłam czarną koszulkę i szorty tego samego koloru.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro. Nie obiecuję, że przyjdę, ale postaram się - podszedł do mnie powoli i musnął ustami moje czoło, po czym pożegnał mnie i wyszedł z mojego pokoju. Ponownie uśmiechnęłam się mimo własnej woli i poszłam do toalety.
Wzięłam szybki prysznic i uszykowałam się do spania, po czym położyłam się na łóżku. Myślałam chwilę o chłopaku i jego postępowaniu wobec mnie, po czym zasnęłam myśląc o szmaragdowych oczach i malinowych ustach.


__________________________________________

Miło widziane komentarze :))))

Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterzeaskutumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.

Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.

Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.

Lots of love, olcia x


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥