Czerń
objęła cały mój umysł. Po raz kolejny widziałam samochód, a w nim szczęśliwą
rodzinę, która zamierza odpocząć od rutyny, ciągłych obowiązków. Rodzinę, która
się kocha i dba o swoje bezpieczeństwo i potrzeby. Cichy śmiech kobiety i
głośne komentarze mężczyzny dudnią mi w uszach. Siedząca po środku dziewczynka
w dwóch, czarnych kiteczkach na głowie i o jasnej cerze chichotała, kiedy
chłopiec o podobnej urodzie wbijał jej palce w żebra, wywołując u niej falę
śmiechu. Tylko blondynka siedząca obok była nie w sosie. Bawiła się nerwowo
palcami, co chwile dając czarnowłosej kuksańca w bok, by ta w końcu się uspokoiła.
Po chwili rozległ się krzyk i nastąpiła prawdziwa ciemność.
Poczułam
jak ktoś szarpie mnie za ramię. Otworzyłam oczy, roztrzęsiona i spocona.
Spojrzałam na Harry'ego, który trzymał moje ramię z wyraźnym przerażeniem w
oczach.
- Viviene, co się stało? Krzyczałaś przez sen...
- otarł moje policzki, które już zdążyły zrobić się mokre. Nie wiedziałam
dlaczego cały czas mam ten jeden sen. Może za bardzo rozpamiętuję ten dzień? A
może to jest ten mój problem, o którym mówią psychiatrzy? Może boję się tego,
że to się powtórzy, gdy będę miała własną rodzinę? Przecież to i tak nie
nastanie. Zgniję w psychiatryku pogrążona w rozpaczy, bo nigdy nie uda mi się
pokochać kogoś tak samo jak kochałam ich.
Poczułam jak silne ramiona przyciągają mnie do
siebie, przytulając do swojej piersi. Przez chwilę nie reagowałam, ale po
chwili wtuliłam się w mężczyznę, chcąc by oddał mi jak najwięcej swojego
ciepła. To może być samolubne, ale od tamtego dnia nie doświadczyłam tego
ponownie. Zdążyłam zapomnieć jak to jest być przytulaną, całowaną, po prostu
kochaną. Zdążyłam zapomnieć o wszelkich czułościach, jakimi kiedyś obdarowywano
mnie co chwilę. Miałam ich na pęczki, a teraz chciałabym mieć przynajmniej
jeden ten pęczek.
Po chwili zorientowałam się, że Harry o coś
pytał. Otarłam łzy i pociągnęłam nosem czując, że potrzebuję chusteczki.
-Um... Harry ja miałam tylko koszmar. Wszystko
jest w porządku... Cieszę się, że do mnie wróciłeś... - zacisnęłam dłonie w
pięści na jego koszulce, aż moje knykcie zbielały. Czułam się przy nim inaczej,
niż przy wszystkich stąd. Był zupełnie inny. Nie chciał mnie skrzywdzić. Nie
potrzebował wiedzieć o mnie więcej, niż powinien. Po prostu był człowiekiem
godnym zaufania. Podobało mi się to i wiedziałam, że mogę mu na prawdę zaufać.
A jednak bałam się. bałam się, że zostanę zraniona. Rozkocha mnie w sobie i
zostawi. Co może dać mu psychopatka? Jedynie problemy i wstyd na ulicy.
Przyjaciele się od niego odwrócą, rodzice go wyśmieją. A może jednak ma już
kogoś? Może tylko chce bym cierpiała?
-Viviene, czy wszystko w porządku? - zapytał
ciepłym głosem, jakby chciał mnie do siebie przekonać. Ale ja cię już lubię, Harry - mówiłam do siebie w myślach. Nie musisz starać się o moje względy. - Zaraz
połamiesz sobie palce - ujął moje piąstki w swoje, duże i delikatne dłonie,
starając się jak najwolniej i najdelikatniej rozprostować moje palce. Powoli
muskał opuszkami palców moją skórę. Przymknęłam powieki, bo bardzo mi się to
podobało. Mogłam wyczuć ten piękny uśmiech Harry'ego. Jest coś co mnie do niego
przyciąga, ale nie jestem pewna czy mogę mu ufać. Muszę czekać by przekonać
się, że jest godnym zaufania przyjacielem. -Jesteś jak taki kot, Viv - powiedział
cicho, gdy udało mu się w końcu rozluźnić moje pięści, po czym oparł się o
ścianę na moim łóżku uważając, by nie usiąść na moich nogach - lubisz, kiedy
się ciebie dotyka, pieści, mizia. Jesteś urocza. - stwierdził patrząc na moją
reakcję. Prychnęłam tylko i wywróciłam oczami.
- Podrywasz mnie? - zapytałam cicho, bo nie
wiedziałam jak wygląda podryw. Nikt nigdy mnie nie podrywał, więc uważałam, że
to po prostu miłe słowa rzucone w kierunku drugiej osoby.
- Um... Nie. Chcę tylko żebyś mi zaufała, okej?
Nie bój się. Przychodzę w przyjaźni i pokoju - zaśmiał się cicho, a na moją
twarz mimowolnie wkradł się mały uśmiech. Lubiłam go za to, że mimo wszystko
potrafił mnie rozśmieszyć i odsunąć od złych wspomnień. Kiwnęłam powoli głową w
odpowiedzi i westchnęłam cicho.
- Muszę iść wziąć prysznic. Poczekasz, czy już
pójdziesz? - zapytałam cicho i wstałam, podchodząc do swojej szafy, z której
wyjęłam czarną koszulkę i szorty tego samego koloru.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro. Nie obiecuję,
że przyjdę, ale postaram się - podszedł do mnie powoli i musnął ustami moje
czoło, po czym pożegnał mnie i wyszedł z mojego pokoju. Ponownie uśmiechnęłam
się mimo własnej woli i poszłam do toalety.
Wzięłam szybki prysznic i uszykowałam się do spania,
po czym położyłam się na łóżku. Myślałam chwilę o chłopaku i jego postępowaniu
wobec mnie, po czym zasnęłam myśląc o szmaragdowych oczach i malinowych ustach.__________________________________________
Miło widziane komentarze :))))
Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterze, asku, tumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.
Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.
Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.
Lots of love, olcia x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥