Dom Harry'ego był ogromny. Mieścił się nad jeziorem w
środku lasu. Bardzo mi się podobał, nigdy nie byłam w tak pięknym domu o ile
byłam w jakimś oprócz swojego...
Weszliśmy do środka i zdjęliśmy nasze obuwie, kurtki i
resztę odzieży przeznaczonej do wyjścia na zewnątrz w śnieżne dni. Rozejrzałam
się po ganku i otworzyłam drzwi do korytarza. Uderzyła mnie fala ciepła
otulająca całe moje ciało i mieszająca się z mroźnym powietrzem zimowej nocy.
Przymknęłam na chwilę oczy, ale gdy tylko Harry dotknął mojego ramienia,
natychmiast je otworzyłam.
- To jest mój dom tak jakby... letniskowy, zimowy? A
może po prostu wypoczynkowy? - zaśmiał się cicho pod nosem wchodząc do kuchni.
Poszłam posłusznie za nim. - W każdym bądź razie, przyjeżdżam tu by odpocząć od
życia w wielkim mieście - uśmiechnął się lekko wyjmując z szafki dwa kubki,
kakao i pianki - Napijesz się, prawda? Siadaj - posłał mi cudowny uśmiech,
przez co sama uśmiechnęłam się delikatnie. Usiadłam grzecznie na krześle
obserwując z ciekawością całe pomieszczenie.
Harry postawił na blacie dwa kubki pięknie pachnącej
cieczy. Uśmiechnęłam się lekko i nałożyłam piankę na łyżeczkę, którą zaraz
potem włożyłam do buzi.
- Jest bardzo dobra - uśmiechnęłam się lekko, czując
się delikatnie skrępowana w towarzystwie chłopaka, w dodatku w jego domu - To
pianka, prawda? Nigdy ich nie jadłam.
- Co?! - zapytał ze śmiechem na ustach. - Nigdy nie
jadłaś pianek? Myślałem, że w tym ośrodku pozwalają wam od czasu do czasu na
jakieś szaleństwa typu pianki - westchnął przyglądając się mi. Poczułam się
nieswojo i odłożyłam łyżeczkę.
- Harry? - zapytałam cicho patrząc na mężczyzne w
czarnej koszulce.
Jego włosy były delikatnie kręcone i pozostawione w
artystycznym nieładzie, a usta i nos nadal delikatnie zmarznięte, potrzebujące
ciepła i uwagi. Zagryzłam delikatnie wargę spuszczając wzrok na swój kubek.
- Co zamierzasz ze mną tutaj robić? Nie jestem jakoś
super interesująca - powiedziałam cicho patrząc na swój kubek wypełniony chyba
najpyszniejszym kakao jakie udało mi się spróbować. A to było już drugie, które
spróbowałam w ciągu tych dziesięciu lat. Już nawet zdążyłam zapomnieć jakie
kakao robiła moja mama. Pamiętam tylko, że zawsze robiła go mnóstwo w garnku i
każdy pił je na potęgę.
Uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie totalnie nie
słuchając Harry'ego.
- Mógłbyś powtórzyć? - zapytałam cicho czując się
niezręcznie, że muszę o to pytać, bo to niegrzeczne i powinnam go słuchać od
samego początku.
- Możemy obejrzeć telewizję, zjeść pizzę i przytulać
się na łóżku podczas tych czynności, pijąc duże ilości kakao - zaśmiał
się cicho, a ja pokiwałam głową przystając na jego miłą propozycję co do
dzisiejszej nocy spędzonej we dwoje u niego. Pierwszy raz nie czułam się jak
więzień psychiatryka, tylko jak normalna dziewczyna, która je co chce, pije co
chce i ogląda co chce. Czuję się jak każda inna dziewczyna. Szkoda, że tylko
przez jakieś pięć godzin.
Harry wstał i podał mi dłoń. Wziął swój kubek, po czym
ja wzięłam swój. Podążyłam za nim po schodach na piętro, a potem do jego
sypialni z wielkim łóżkiem i telewizorem. Postawiłam kubek na szafce nocnej i
usiadłam na łóżku.
- Znam świetną nocną restaurację, gdzie można w nocy
zamówić pizzę - usiadł i podał mi kartę pizzerii. - Wybierz jaką chcesz, mała a
ja ją zamówię - położył dłoń na moich plecach.
Zajrzałam do karty. Każda kolejna obrzydzała mnie co
raz bardziej, więc ostatecznie przystałam na tę z oregano i serem.
Harry zamawiał pizzę, więc położyłam się na łóżku
patrząc w czarny telewizor. Uśmiechnęłam się, bo nie często miałam okazję
oglądać cokolwiek. Po chwili Harry wrócił i włączył telewizor. Położył się obok
mnie.
- Co chciałabyś obejrzeć? - zapytał patrząc na mnie
uważnie. Wzruszyłam tylko ramionami, oddając mu kontrolę nad pilotem. Włączył
po chwili zastanowienia Piękną i Bestię, chcąc ukazać mi piękno bajek Disney'a.
Oglądaliśmy w ciszy i skupieniu, dopóki dostawca pizzy
nam nie przeszkodził. Harry zatrzymał film i zszedł na dół, płacąc mężczyźnie,
po czym zamknął drzwi i wrócił na górę, również zamykając drzwi od sypialni.
Posłał mi uroczy uśmiech, siadając na łóżku. Odłożył pudełko na materac i
uchylił wieczko. Zaciągnęłam się wspaniałym zapachem pizzy.
Harry podał mi jeden z ośmiu kawałków, obserwując mnie
uważnie.
- Spróbuj, Viviene - ponaglił mnie, a ja skinęłam
głową z uśmiechem i ugryzłam spory kawałek pizzy. Bardzo mi zasmakowało, nie
często jadałam tak dobre posiłki jak to w psychiatryku, Tam zazwyczaj była zupa
lub kluski ze sosem.
Harry uśmiechał się do mnie czule, przez co poczułam
się delikatnie skrępowana. Zaśmiałam się cicho i uderzyłam go w ramię.
- No jedz! - pisnęłam cicho, a Harry uniósł dłonie w
geście obronnym i wziął kawałek pizzy w dłoń, po czym również zaczął jeść.
Oparłam się o poduszki i spojrzałam na ekran
telewizora, skupiając się na bajce, która bardzo mnie wciągnęła.
Czułam się przy Harry'm jak taka Bestia z jednym
wyjątkiem. Nie kochałam Harry'ego, ale również byłam tak zwichrowana
psychicznie jak on. Za to Harry był Bellą, ale w przeciwieństwie do niej, Harry
nie odsuwa się ode mnie i pragnie mojej bliskości. Może tak wcale nie ma być?
Może role się odmienią? Nie wiem.
Nawet nie zauważyłam, kiedy film się skończył,
telewizor zgasł, a Harry położył się obok mnie i przyglądał się mi z
zaciekawieniem. Zmarszczyłam delikatnie czoło i położyłam się obok.
- Podobało ci się? - zapytał uśmiechając się lekko. Na
prawdę chciałam wiedzieć jak on to robił, że prawie cały czas się uśmiechał i
nie bolały go policzki.
- Tak, choć raz mogłam oderwać się od codzienności...
Dziękuję Harry - uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam się delikatnie w jego ciało,
chcąc poczuć ciepło choć na chwilę.
Harry bez wahania odwzajemnił mój uścisk. To wszystko
przychodziło mu z taką łatwością. Każdy uśmiech, tęskne spojrzenie, uścisk.
Każdy mały gest wywoływał u mnie uśmiech i on to wiedział. Robił to celowo,
chcąc uszczęśliwić mnie na siłę. Udawało mu się to. Przychodziło mu tak łatwo
jak z resztą wszystko. Jego los zataczał błędne koło. A ja weszłam w nie z łatwością,
jak wszystko inne.
- Niedługo będę musiał cię odwieźć - zaczął po
dłuższej chwili. Spojrzałam na zegarek spoczywający na szafce nocnej. Fakt,
dochodziła już 4 i za jakieś pół godziny powinniśmy wyjechać w drogę powrotną.
Tak bardzo chciałabym tu zostać jeszcze chwilę, zjeść kolejną pizzę i popić ją
colą, obejrzeć bajkę i przytulić się do Harry'ego kolejny raz.
Przez kolejne kilka minut po prostu leżeliśmy wtuleni
w siebie, wsłuchując się w bicia naszych serc i powolne oddechy. Było mi tak
dobrze. Ciepło, miłość i ktoś, kto mógłby zrobić dla ciebie bardzo dużo. Na
przykład zabrać cię z psychiatryka i pokazać ci co to prawdziwe życie.
Przynajmniej w tak małym stopniu.
- No mała... Zbieraj się - niechętnie podniosłam się
do pozycji siedzącej i przetarłam oczy piąstkami. Westchnęłam cicho i wstałam.
Harry podniósł się i podszedł do szafy. Wyjął z niej
różowe pudełko. Podszedł do mnie powoli z delikatnym uśmiechem na ustach.
- Mam coś dla ciebie - wręczył mi pudełko uśmiechając
się słodko. Zmarszczyłam brwi i otworzyłam pudełeczko. Dostrzegłam w nim różowy
sweterek. Uśmiechnęłam się i wyjęłam go z pudełka. Był z pewnością troszkę za
duży. Na przodzie miał wyszywane czarne reniferki i gwiazdki. Bardzo mi się
spodobał.
- Harry, on jest piękny! - pisnęłam wesoła. Wtuliłam
się w niego mocno od razu. Zaciągnęłam się słodkim zapachem jego perfum, które
będę pamiętać zapewne przez długi, długi czas.
- To spóźniony prezent na urodziny - zaśmiał się
cicho, a uśmiech na mojej twarzy od razu się powiększył. Już bardziej chyba się
nie dało.
- Dziękuję Harry, na prawdę - odsunęłam się po chwili
i włożyłam sweterek z powrotem do pudełka, by nie zniszczył się w drodze
powrotnej do ośrodka.
Wzięłam pudełko w dłonie i wyszłam z sypialni
Harry'ego. Wiedziałam, że już nigdy więcej się tu nie zjawię, więc wolałabym
wykorzystać tę sytuację jak najlepiej i zapamiętać każdy szczegół, by przed
snem wspominać miłe momenty związane z tym domem.
Zeszłam po schodach za Harry'm i poszłam do ganku,
gdzie odłożyłam pudełko, po czym założyłam buty, kurtkę, czapkę i szalik.
Rękawiczki postanowiłam schować do kieszeni kurtki. Wzięłam z powrotem pudełko
i spojrzałam na Harry'ego.
Jego palce delikatnie przejeżdżały po sznurówkach
butów, starając zawiązać jak najsolidniejszy supeł. Przygryzał delikatnie wargę
w skupieniu. Całą swoją uwagę skupił na wiązaniu butów. Niby taka prosta
czynność, a wymaga skupienia. Ja na przykład nie umiem wiązać butów, ale mi to
nie przeszkadza, ponieważ nie jest mi to do niczego potrzebne. Na zewnątrz nie
wychodzę, a buty zimowe mam na suwak, więc nie muszę kłopotać się ze
sznurowadłami.
Harry wstał, zakładając kurtkę i czapkę.
- Gotowa? - zapytał, po czym wziął z szafki klucze
oraz portfel i otworzył drzwi. Spojrzał na mnie, a ja tylko kiwnęłam głową, po
czym wyszłam z jego domu. Podeszłam do auta uważając na lód na ścieżce i
wsiadłam do samochodu, który wcześniej Harry otworzył. Po chwili zjawił się
obok mnie zapinając pasy. Różowe pudełko spoczywało na moich kolanach.
Harry odpalił silnik i wyjechaliśmy na drogę. W radiu
cicho grała uspokajająca muzyka, przy której każdy zmęczony kierowca i nie
tylko już dawno by zasnął. Zamiast puścić coś żywego, wybierają same smenty, a
potem dziwią się, że liczba wypadków na drogach cały czas rośnie i rośnie.
Harry jak zwykle podśpiewywał pod nosem. Wydawało mi
się, że zna wszystkie piosenki, a jego głos idealnie się w nie wpasuje. Muzyka
jest dla niego stworzona, to widać i czuć na milion kilometrów.
Zatrzymał się kilka metrów od ośrodka, by nikt nie
zauważył, ani usłyszał samochodu. Wyszliśmy z niego.
- Odprowadzę cię, Viviene - zaproponował, a ja
kiwnęłam głową. Szliśmy obok siebie najwolniej jak tylko potrafiliśmy, by jak
najdłużej zatrzymać tę chwilę.
Zatrzymałam się przed bramą i odwróciłam się do niego
przodem.
Szmaragdowe tęczówki Harry'ego pobłyskiwały w świetle
lamp, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. W policzkach od czasu do czasu
pojawiały się małe, lub większe dołeczki, które teraz idealnie komponowały z
jego błogim uśmiechem. Kasztanowe loczki wystawały spod jego beanie.
Niespodziewanie położył dłonie na moich policzkach,
kciukiem przejeżdżając po moich spierzchniętych wargach. Przygryzł delikatnie
swoją dolną wargę, patrząc na moje usta.
Przysięgam, że czułam jakby moje serce miało wyskoczyć
mi z piersi i zatopić się w zimnym śniegu, by ochłonąć. Biło jak szalone, a ja
nie wiedziałam co się dzieje.
Nagle poczułam delikatne usta Harry'ego, muskającego z
niezwykłą uwagą i delikatnością moje wargi. Ciepło rozlało się po całym moim
ciele. Pragnęłam więcej i więcej, ale nie wiedziałam jak to osiągnąć.
W brzuchu wirowało stado motyli, a w gardle pojawiła
się Sahara. Moje uczucia były mieszane, a ja do jasnej cholery nie wiedziałam
co teraz zrobić.
Po zaledwie trzydziestu sekundach delikatnego
pocałunku odsunął się i spojrzał w moje oczy z uśmiechem.
- Dobranoc, mała. Odwiedzę cię jutro - powiedział i po
chwili zniknął za drzewem.
Przygryzłam delikatnie wargę i uśmiechnęłam się lekko,
po czym weszłam jak najciszej do ośrodka, by nikogo nie obudzić i nie zsypać na
siebie fali nieszczęść i niepowodzeń.
Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Zdjęłam
buty, kurtkę i resztę bibelotów, które odłożyłam na miejsce, po czym wyjęłam
sweterek i odłożyłam go na półkę, do szafy. Pudełeczko położyłam na samym dole
w szafie na pamiątkę. Jeszcze może mi się przydać.
Wzięłam piżamę i po prostu się przebrałam, chcąc jak
najszybciej wreszcie położyć się spać. Schowałam dzisiejsze ubrania do szafy i
położyłam się na łóżku, chcąc jak najszybciej zasnąć.
Cały czas myślałam o szmaragdowych tęczówkach i
malinowych ustach, które smakowały tak dobrze. Chciałabym zrobić to jeszcze
raz, by nie myślał, że jestem taka, za jaką wszyscy mnie mają. Cnotka z
psychiatryka. Już niedługo wszyscy zobaczą jaka jestem na prawdę. Nie jestem
taka straszna, za jaką mnie mają. Nie jestem chora psychicznie. Po prostu boję
się, że kogoś zranię, a ten ktoś zrobi to samo ze mną. Boję się po raz kolejny
komuś zaufać i pokochać, bo obawiam się, że stanie się to samo co z moją
rodziną. Nie chcę stracić kolejnej ważnej dla mnie osoby. Nie chcę stracić Harry'ego,
ale z drugiej strony marnuje się dla mnie.
Jestem dla kogoś ważna ten jedyny pieprzony raz. To
jak dostać lizaka, lub wygrać milion funtów w totolotka.
Zostawi cię.
Odejdzie szybciej, niż myślisz.
Nikt nie pokocha takiej jak ty.
Jesteś świruską, a psychiatryk to miejsce dla takich jak ty.
Moja druga strona znów się ze mną biła. Miałam ochotę
krzyknąć, że Harry mnie kocha i wszystko się ułoży, ale dlaczego miałabym
oszukiwać sama siebie? Trzeba myśleć racjonalnie. Harry nigdy nie pokochałby
takiej osoby jak ja i tylko robi sobie ze mnie żarty. A ja głupia mu wierzę.
________________________________
KOMENTARZE MIŁO WIDZIANE :))))
Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterze, asku, tumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.
Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.
Lots of love, olcia x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥