wtorek, 13 października 2015

006. Good Night Kiss.

Dom Harry'ego był ogromny. Mieścił się nad jeziorem w środku lasu. Bardzo mi się podobał, nigdy nie byłam w tak pięknym domu o ile byłam w jakimś oprócz swojego...
Weszliśmy do środka i zdjęliśmy nasze obuwie, kurtki i resztę odzieży przeznaczonej do wyjścia na zewnątrz w śnieżne dni. Rozejrzałam się po ganku i otworzyłam drzwi do korytarza. Uderzyła mnie fala ciepła otulająca całe moje ciało i mieszająca się z mroźnym powietrzem zimowej nocy. Przymknęłam na chwilę oczy, ale gdy tylko Harry dotknął mojego ramienia, natychmiast je otworzyłam.
- To jest mój dom tak jakby... letniskowy, zimowy? A może po prostu wypoczynkowy? - zaśmiał się cicho pod nosem wchodząc do kuchni. Poszłam posłusznie za nim. - W każdym bądź razie, przyjeżdżam tu by odpocząć od życia w wielkim mieście - uśmiechnął się lekko wyjmując z szafki dwa kubki, kakao i pianki - Napijesz się, prawda? Siadaj - posłał mi cudowny uśmiech, przez co sama uśmiechnęłam się delikatnie. Usiadłam grzecznie na krześle obserwując z ciekawością całe pomieszczenie.
Harry postawił na blacie dwa kubki pięknie pachnącej cieczy. Uśmiechnęłam się lekko i nałożyłam piankę na łyżeczkę, którą zaraz potem włożyłam do buzi.
- Jest bardzo dobra - uśmiechnęłam się lekko, czując się delikatnie skrępowana w towarzystwie chłopaka, w dodatku w jego domu - To pianka, prawda? Nigdy ich nie jadłam.
- Co?! - zapytał ze śmiechem na ustach. - Nigdy nie jadłaś pianek? Myślałem, że w tym ośrodku pozwalają wam od czasu do czasu na jakieś szaleństwa typu pianki - westchnął przyglądając się mi. Poczułam się nieswojo i odłożyłam łyżeczkę.
- Harry? - zapytałam cicho patrząc na mężczyzne w czarnej koszulce.
Jego włosy były delikatnie kręcone i pozostawione w artystycznym nieładzie, a usta i nos nadal delikatnie zmarznięte, potrzebujące ciepła i uwagi. Zagryzłam delikatnie wargę spuszczając wzrok na swój kubek.
- Co zamierzasz ze mną tutaj robić? Nie jestem jakoś super interesująca - powiedziałam cicho patrząc na swój kubek wypełniony chyba najpyszniejszym kakao jakie udało mi się spróbować. A to było już drugie, które spróbowałam w ciągu tych dziesięciu lat. Już nawet zdążyłam zapomnieć jakie kakao robiła moja mama. Pamiętam tylko, że zawsze robiła go mnóstwo w garnku i każdy pił je na potęgę.
Uśmiechnęłam się lekko na to wspomnienie totalnie nie słuchając Harry'ego.
- Mógłbyś powtórzyć? - zapytałam cicho czując się niezręcznie, że muszę o to pytać, bo to niegrzeczne i powinnam go słuchać od samego początku.
- Możemy obejrzeć telewizję, zjeść pizzę i przytulać się na łóżku podczas tych czynności, pijąc duże ilości kakao -  zaśmiał się cicho, a ja pokiwałam głową przystając na jego miłą propozycję co do dzisiejszej nocy spędzonej we dwoje u niego. Pierwszy raz nie czułam się jak więzień psychiatryka, tylko jak normalna dziewczyna, która je co chce, pije co chce i ogląda co chce. Czuję się jak każda inna dziewczyna. Szkoda, że tylko przez jakieś pięć godzin.
Harry wstał i podał mi dłoń. Wziął swój kubek, po czym ja wzięłam swój. Podążyłam za nim po schodach na piętro, a potem do jego sypialni z wielkim łóżkiem i telewizorem. Postawiłam kubek na szafce nocnej i usiadłam na łóżku.
- Znam świetną nocną restaurację, gdzie można w nocy zamówić pizzę - usiadł i podał mi kartę pizzerii. - Wybierz jaką chcesz, mała a ja ją zamówię - położył dłoń na moich plecach.
Zajrzałam do karty. Każda kolejna obrzydzała mnie co raz bardziej, więc ostatecznie przystałam na tę z oregano i serem.
Harry zamawiał pizzę, więc położyłam się na łóżku patrząc w czarny telewizor. Uśmiechnęłam się, bo nie często miałam okazję oglądać cokolwiek. Po chwili Harry wrócił i włączył telewizor. Położył się obok mnie.
- Co chciałabyś obejrzeć? - zapytał patrząc na mnie uważnie. Wzruszyłam tylko ramionami, oddając mu kontrolę nad pilotem. Włączył po chwili zastanowienia Piękną i Bestię, chcąc ukazać mi piękno bajek Disney'a.
Oglądaliśmy w ciszy i skupieniu, dopóki dostawca pizzy nam nie przeszkodził. Harry zatrzymał film i zszedł na dół, płacąc mężczyźnie, po czym zamknął drzwi i wrócił na górę, również zamykając drzwi od sypialni. Posłał mi uroczy uśmiech, siadając na łóżku. Odłożył pudełko na materac i uchylił wieczko. Zaciągnęłam się wspaniałym zapachem pizzy.
Harry podał mi jeden z ośmiu kawałków, obserwując mnie uważnie.
- Spróbuj, Viviene - ponaglił mnie, a ja skinęłam głową z uśmiechem i ugryzłam spory kawałek pizzy. Bardzo mi zasmakowało, nie często jadałam tak dobre posiłki jak to w psychiatryku, Tam zazwyczaj była zupa lub kluski ze sosem.
Harry uśmiechał się do mnie czule, przez co poczułam się delikatnie skrępowana. Zaśmiałam się cicho i uderzyłam go w ramię.
- No jedz! - pisnęłam cicho, a Harry uniósł dłonie w geście obronnym i wziął kawałek pizzy w dłoń, po czym również zaczął jeść.
Oparłam się o poduszki i spojrzałam na ekran telewizora, skupiając się na bajce, która bardzo mnie wciągnęła.
Czułam się przy Harry'm jak taka Bestia z jednym wyjątkiem. Nie kochałam Harry'ego, ale również byłam tak zwichrowana psychicznie jak on. Za to Harry był Bellą, ale w przeciwieństwie do niej, Harry nie odsuwa się ode mnie i pragnie mojej bliskości. Może tak wcale nie ma być? Może role się odmienią? Nie wiem.
Nawet nie zauważyłam, kiedy film się skończył, telewizor zgasł, a Harry położył się obok mnie i przyglądał się mi z zaciekawieniem. Zmarszczyłam delikatnie czoło i położyłam się obok.
- Podobało ci się? - zapytał uśmiechając się lekko. Na prawdę chciałam wiedzieć jak on to robił, że prawie cały czas się uśmiechał i nie bolały go policzki.
- Tak, choć raz mogłam oderwać się od codzienności... Dziękuję Harry - uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam się delikatnie w jego ciało, chcąc poczuć ciepło choć na chwilę.
Harry bez wahania odwzajemnił mój uścisk. To wszystko przychodziło mu z taką łatwością. Każdy uśmiech, tęskne spojrzenie, uścisk. Każdy mały gest wywoływał u mnie uśmiech i on to wiedział. Robił to celowo, chcąc uszczęśliwić mnie na siłę. Udawało mu się to. Przychodziło mu tak łatwo jak z resztą wszystko. Jego los zataczał błędne koło. A ja weszłam w nie z łatwością, jak wszystko inne.
- Niedługo będę musiał cię odwieźć - zaczął po dłuższej chwili. Spojrzałam na zegarek spoczywający na szafce nocnej. Fakt, dochodziła już 4 i za jakieś pół godziny powinniśmy wyjechać w drogę powrotną. Tak bardzo chciałabym tu zostać jeszcze chwilę, zjeść kolejną pizzę i popić ją colą, obejrzeć bajkę i przytulić się do Harry'ego kolejny raz.
Przez kolejne kilka minut po prostu leżeliśmy wtuleni w siebie, wsłuchując się w bicia naszych serc i powolne oddechy. Było mi tak dobrze. Ciepło, miłość i ktoś, kto mógłby zrobić dla ciebie bardzo dużo. Na przykład zabrać cię z psychiatryka i pokazać ci co to prawdziwe życie. Przynajmniej w tak małym stopniu.
- No mała... Zbieraj się - niechętnie podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy piąstkami. Westchnęłam cicho i wstałam.
Harry podniósł się i podszedł do szafy. Wyjął z niej różowe pudełko. Podszedł do mnie powoli z delikatnym uśmiechem na ustach.
- Mam coś dla ciebie - wręczył mi pudełko uśmiechając się słodko. Zmarszczyłam brwi i otworzyłam pudełeczko. Dostrzegłam w nim różowy sweterek. Uśmiechnęłam się i wyjęłam go z pudełka. Był z pewnością troszkę za duży. Na przodzie miał wyszywane czarne reniferki i gwiazdki. Bardzo mi się spodobał.
- Harry, on jest piękny! - pisnęłam wesoła. Wtuliłam się w niego mocno od razu. Zaciągnęłam się słodkim zapachem jego perfum, które będę pamiętać zapewne przez długi, długi czas.
- To spóźniony prezent na urodziny - zaśmiał się cicho, a uśmiech na mojej twarzy od razu się powiększył. Już bardziej chyba się nie dało.
- Dziękuję Harry, na prawdę - odsunęłam się po chwili i włożyłam sweterek z powrotem do pudełka, by nie zniszczył się w drodze powrotnej do ośrodka.
Wzięłam pudełko w dłonie i wyszłam z sypialni Harry'ego. Wiedziałam, że już nigdy więcej się tu nie zjawię, więc wolałabym wykorzystać tę sytuację jak najlepiej i zapamiętać każdy szczegół, by przed snem wspominać miłe momenty związane z tym domem.
Zeszłam po schodach za Harry'm i poszłam do ganku, gdzie odłożyłam pudełko, po czym założyłam buty, kurtkę, czapkę i szalik. Rękawiczki postanowiłam schować do kieszeni kurtki. Wzięłam z powrotem pudełko i spojrzałam na Harry'ego.
Jego palce delikatnie przejeżdżały po sznurówkach butów, starając zawiązać jak najsolidniejszy supeł. Przygryzał delikatnie wargę w skupieniu. Całą swoją uwagę skupił na wiązaniu butów. Niby taka prosta czynność, a wymaga skupienia. Ja na przykład nie umiem wiązać butów, ale mi to nie przeszkadza, ponieważ nie jest mi to do niczego potrzebne. Na zewnątrz nie wychodzę, a buty zimowe mam na suwak, więc nie muszę kłopotać się ze sznurowadłami.
Harry wstał, zakładając kurtkę i czapkę.
- Gotowa? - zapytał, po czym wziął z szafki klucze oraz portfel i otworzył drzwi. Spojrzał na mnie, a ja tylko kiwnęłam głową, po czym wyszłam z jego domu. Podeszłam do auta uważając na lód na ścieżce i wsiadłam do samochodu, który wcześniej Harry otworzył. Po chwili zjawił się obok mnie zapinając pasy. Różowe pudełko spoczywało na moich kolanach.
Harry odpalił silnik i wyjechaliśmy na drogę. W radiu cicho grała uspokajająca muzyka, przy której każdy zmęczony kierowca i nie tylko już dawno by zasnął. Zamiast puścić coś żywego, wybierają same smenty, a potem dziwią się, że liczba wypadków na drogach cały czas rośnie i rośnie.
Harry jak zwykle podśpiewywał pod nosem. Wydawało mi się, że zna wszystkie piosenki, a jego głos idealnie się w nie wpasuje. Muzyka jest dla niego stworzona, to widać i czuć na milion kilometrów.
Zatrzymał się kilka metrów od ośrodka, by nikt nie zauważył, ani usłyszał samochodu. Wyszliśmy z niego.
- Odprowadzę cię, Viviene - zaproponował, a ja kiwnęłam głową. Szliśmy obok siebie najwolniej jak tylko potrafiliśmy, by jak najdłużej zatrzymać tę chwilę.
Zatrzymałam się przed bramą i odwróciłam się do niego przodem.
Szmaragdowe tęczówki Harry'ego pobłyskiwały w świetle lamp, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. W policzkach od czasu do czasu pojawiały się małe, lub większe dołeczki, które teraz idealnie komponowały z jego błogim uśmiechem. Kasztanowe loczki wystawały spod jego beanie.
Niespodziewanie położył dłonie na moich policzkach, kciukiem przejeżdżając po moich spierzchniętych wargach. Przygryzł delikatnie swoją dolną wargę, patrząc na moje usta.
Przysięgam, że czułam jakby moje serce miało wyskoczyć mi z piersi i zatopić się w zimnym śniegu, by ochłonąć. Biło jak szalone, a ja nie wiedziałam co się dzieje.
Nagle poczułam delikatne usta Harry'ego, muskającego z niezwykłą uwagą i delikatnością moje wargi. Ciepło rozlało się po całym moim ciele. Pragnęłam więcej i więcej, ale nie wiedziałam jak to osiągnąć.
W brzuchu wirowało stado motyli, a w gardle pojawiła się Sahara. Moje uczucia były mieszane, a ja do jasnej cholery nie wiedziałam co teraz zrobić.
Po zaledwie trzydziestu sekundach delikatnego pocałunku odsunął się i spojrzał w moje oczy z uśmiechem.
- Dobranoc, mała. Odwiedzę cię jutro - powiedział i po chwili zniknął za drzewem.
Przygryzłam delikatnie wargę i uśmiechnęłam się lekko, po czym weszłam jak najciszej do ośrodka, by nikogo nie obudzić i nie zsypać na siebie fali nieszczęść i niepowodzeń.
Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Zdjęłam buty, kurtkę i resztę bibelotów, które odłożyłam na miejsce, po czym wyjęłam sweterek i odłożyłam go na półkę, do szafy. Pudełeczko położyłam na samym dole w szafie na pamiątkę. Jeszcze może mi się przydać.
Wzięłam piżamę i po prostu się przebrałam, chcąc jak najszybciej wreszcie położyć się spać. Schowałam dzisiejsze ubrania do szafy i położyłam się na łóżku, chcąc jak najszybciej zasnąć.
Cały czas myślałam o szmaragdowych tęczówkach i malinowych ustach, które smakowały tak dobrze. Chciałabym zrobić to jeszcze raz, by nie myślał, że jestem taka, za jaką wszyscy mnie mają. Cnotka z psychiatryka. Już niedługo wszyscy zobaczą jaka jestem na prawdę. Nie jestem taka straszna, za jaką mnie mają. Nie jestem chora psychicznie. Po prostu boję się, że kogoś zranię, a ten ktoś zrobi to samo ze mną. Boję się po raz kolejny komuś zaufać i pokochać, bo obawiam się, że stanie się to samo co z moją rodziną. Nie chcę stracić kolejnej ważnej dla mnie osoby. Nie chcę stracić Harry'ego, ale z drugiej strony marnuje się dla mnie.
Jestem dla kogoś ważna ten jedyny pieprzony raz. To jak dostać lizaka, lub wygrać milion funtów w totolotka.
Zostawi cię.
Odejdzie szybciej, niż myślisz.
Nikt nie pokocha takiej jak ty.
Jesteś świruską, a psychiatryk to miejsce dla takich jak ty.
Moja druga strona znów się ze mną biła. Miałam ochotę krzyknąć, że Harry mnie kocha i wszystko się ułoży, ale dlaczego miałabym oszukiwać sama siebie? Trzeba myśleć racjonalnie. Harry nigdy nie pokochałby takiej osoby jak ja i tylko robi sobie ze mnie żarty. A ja głupia mu wierzę.
________________________________
KOMENTARZE MIŁO WIDZIANE :))))
Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterzeaskutumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.

Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.


Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.



Lots of love, olcia x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥