Prawdę mówiąc, nie wiem czy Harry przyszedł do mnie wieczorem, czy też nie.
Najwidoczniej zasnęłam, bo nie pamiętam nic co działo się po godzinie 17:30, a
miałam obudzić się gdy on przyjdzie. A może po prostu był, ale nie chciał mnie
budzić bo bał się jak zareaguję? W sumie to nie dziwię mu się. Też bałabym się
dziewczyny z psychiatryka. Psychopatki.
Otworzyłam oczy i
usiadłam niechętnie na łóżku po kilku minutach bicia się z myślą wstać
czy nie wstać i przetarłam
delikatnie oczy piąstkami, by ich nie podrażnić. Mimo mojej ostrej natury,
miałam bardzo delikatną cerę i ogólnie ciało. Zwykłe uderzenie o szafkę
powodowało wielkiego siniaka, który zostawał ze mną przez kilka tygodni, ale
nie przeszkadzało mi to. Nie zwracałam na to nawet uwagi podczas codziennych
czynności. Czasem tylko siadałam na parapecie, liczyłam rany i siniaki, a potem
zdrapywałam strupy, patrząc jak z niektórych leci mi krew, a inne po prostu
zanikają.
Dostrzegłam na
toaletce coś małego, jakby liścik. Wstałam powoli z łóżka marszcząc brwi i
podeszłam do mebla, biorąc w swoje drobne, blade dłonie karteczkę, która na
prawdę była liścikiem.
Viviene, przepraszam,
że nie przyszedłem zanim zasnęłaś. Tak słodko spałaś, więc nie chciałem cię budzić.
Przyjdę jutro (lub dzisiaj, zależy kiedy to czytasz) i zabiorę cię na dwór!
p.s. Zakładaj trochę dłuższe spodenki x
H x
p.s. Zakładaj trochę dłuższe spodenki x
H x
Mimowolnie
uśmiechnęłam się pod nosem. Harry był człowiekiem sukcesu, człowiekiem, którego
każdy chciał znać i podziwiać. Człowiekiem, który potrafił poprawić komuś dzień
swoją osobą bez względu na to co zrobił lub czego nie zrobił. Był chłopakiem, o
jakim śniły wszystkie dziewczyny w jego otoczeniu, lub te, które tylko go
ujrzały. Oprócz mnie. Ja widziałam w nim nieznajomego, któremu byłam w stanie
zaufać, ale nie miałam pewności, czy na pewno mogę to zrobić, co tego będę
miała i jak to wpłynie na moje dalsze życie.
Odłożyłam
karteczkę. Byłam pewna, że Harry kłamie. Nikt bez powodu by mnie nie wypuścił
nawet z własnego pokoju, a co dopiero miałby zaufać obcemu facetowi i wypuścić
psychopatkę na zewnątrz? Nonsens. Od razu wiedziałam, że on sobie po prostu
żartuje, lub próbuje stworzyć w moim mózgu komorę o nazwie złudne
nadzieje i marzenia stworzone przez ludzi niewartych zaufania, której on byłby królem i panem.
Pokręciłam powoli
głową i podeszłam do szafy, wyjmując szare dresy i białą koszulkę, a także
czystą bieliznę i poszłam do łazienki by się przebrać. Zdjęłam piżamę i brudną
bieliznę, którą włożyłam do kosza na pranie i po raz kolejny zmierzyłam się ze
swoim pełnym odbiciem w lustrze. Pokręciłam głową i szybko się ubrałam, po czym
umyłam zęby i przeczesałam włosy. Wsunęłam stopy w swoje ciepłe bambosze i
poszłam w stale oblegane przeze mnie miejsce, czyli mój parapet. Usiadłam na
materacu i okryłam się szczelnie kocem, opierając o poduszkę. Wyglądałam przez
okno obserwując pustą przestrzeń przed psychiatrykiem. Jedynie samotne drzewo
rosło tuż przy moim oknie. Zasadzono je w dzień mojego przyjazdu tutaj. Za
każdym razem, gdy pojawia się tu nowa osoba, wolontariusze lub ogrodnicy sadzą
nowe drzewo, drzewko lub kwiatek w naszym ogrodzie. Tak świętują nasz przyjazd,
bo sami nie jesteśmy na tyle zdrowi by świętować go razem z nimi.
Po chwili
rozmyśleń usłyszałam pukanie do drzwi, po czym zgrzyt i pukanie wszystkich
zamków. Spojrzałam w stronę drzwi, gdzie akurat pojawiła się moja
"opiekunka" wraz ze śniadaniem i lekami.
- Dzień dobry,
Viviene - powiedziała uśmiechając się jak zwykle szeroko. Jej uśmiech był tak
bardzo nieszczery jak miłość milionera i młodej kobiety. Postawiła tacę na moim
stoliczku przy ścianie, przy którym stał taboret, na którym siedział Harry przy
naszej pierwszej rozmowie. Aż zachciało mi się wymiotować myśląc o nim, lecz
nie z odrazy, wręcz przeciwnie. Budził we mnie dziwne uczucia, których nie
byłam w stanie wytłumaczyć.
- Tak, dzień dobry
- odpowiedziałam obojętnie i spojrzałam znów w okno by powrócić do poprzedniej
czynności, czyli obserwacji otoczenia przez kratę w oknie własnego pokoju.
Zdążyłam zapomnieć jak wyglądał mój stary pokój. Nie wiem jakie pokoje mają
teraz dzieci, nie potrafię wyobrazić sobie tych wszystkich kolorowych zabawek,
ubrań, pokoi. Dzień po dniu zapominam o swoim dzieciństwie i o tym, jak
wspaniałe ono było.
Po chwili kobieta wyszła, a ja znów
zostałam sama. Przyzwyczaiłam się do ciągłej samotności. Ani to, ani ciemność
mi nie przeszkadzały. Nie bałam się duchów, potworów, ani niczego z tych
rzeczy. Można powiedzieć, że ciemność to moje drugie ja.
W końcu podniosłam
się i podeszłam powoli do stolika, siadając na stołku. Spojrzałam na przeciętne
śniadanie, czyli miska płatków z mlekiem, kanapka z serem i pomidorem oraz
szklanka ciepłego kakao. Takie posiłki przypominały mi o domu. Za każdym razem
wracałam do wspomnień, ale od niedawna zaczęłam pamiętać co raz mniej z tych
beztroskich dni, jakby moja podświadomość chciała zabrać mi ostatnie pamiątki
po domu i rodzinie.
Zjadłam
powoli swoje śniadanie dokładnie przeżuwając każdy kawałek kanapki, lub każdą
delikatnie rozmoczoną kulkę czekoladową, po czym popiłam to wszystko kakałem,
połykając uprzednio pastylki.
Usiadłam z powrotem na parapecie,
okrywając kocem szczelnie, by było mi ciepło. W pokojach, a przynajmniej w moim
było chłodnawo, co można było odczuć doskonale na tak delikatnej skórze jak
moja. Westchnęłam cicho i zamknęłam oczy, myśląc o tym, jak byłoby gdybym stąd
w końcu wyszła i zaczęła normalne życie, znalazła sobie kogoś i w bliskiej
przyszłości założyła rodzinę. Nawet nie zauważyłam, gdy moje powieki
zatrzasnęły się szczelnie, a ja odpłynęłam w błogi sen.
Siedziałam na
kanapie, oglądając program kulinarny i gładząc delikatnie wystający brzuszek,
gdy usłyszałam dźwięk otwieranego zamka. Spojrzałam w stronę drzwi od naszego
mieszkania. Harry wszedł do środka z dwoma torbami zakupów, uśmiechając się do
mnie szeroko. Wstałam powoli uważając na brzuch i podeszłam do swojego męża.
- Już jesteś
kochanie, podgrzeję obiad i zjemy, dobrze? Lily domaga się jedzenia - zaśmiałam
się cicho patrząc w jego idealnie szmaragdowe tęczówki.
- Idź, odpocznij a ja
się wszystkim zajmę - powiedział, po czym ucałował moje czoło, a ja poszłam do
salonu, rozkładając się znów na kanapie. Harry był najwspanialszym mężem na
świecie. Traktował mnie jak królową, dbał o mnie jak o wszystkie skarby świata,
okazywał mi miłość na każdym kroku i był w stanie zrobić dla mnie na prawdę
wszystko.
Po kilku minutach Harry wszedł do naszego salonu z
dwoma porcjami spaghetti. Uśmiechnęłam się lekko, po czym usiadłam, gdy Harry
postawił przede mną talerz.
- Smacznego kochanie - pochylił się by
ucałować moje usta, ale w tym samym czasie zastygł w miejscu, a z jego ust
wylała się krew. Po chwili upadł na podłogę, a przed sobą ujrzałam mojego
ojczyma, który wbił w mój brzuch nóż. Z moich ust wydostał się przeraźliwy
krzyk, a przed oczami pojawiła się ciemność...
Usiadłam szybko
prosto, prawie spadając z parapetu, oddychając niespokojnie. Automatycznie
złapałam się za brzuch, czy aby przypadkiem nie krwawię. Odetchnęłam głęboko i
rozejrzałam się nerwowo po pokoju, ocierając pot z czoła. Oparłam się po chwili
o poduszki oparte na ścianie, po czym zamknęłam oczy oddychając głęboko i
starając się unormować oddech i uspokoić się.
Gdy po kilku
minutach w końcu udało mi się ograniczyć niepokój do poziomu zero, przeczesałam włosy ręką i
odetchnęłam głęboko. Wyjrzałam za okno, słońca nie było już po tej stronie, co
oznacza, że było południe, lub już nawet po. Spojrzałam w stronę stolika i
ujrzałam talerz z zupą i herbatę, czyli nie myliłam się. Spojrzałam jeszcze na
zegarek, który wskazywał godzinę 13:48 i zeszłam z parapetu, kierując się w
stronę stolika. Usiadłam na stołeczku i zabrałam się za posiłek, rozmyślając o
moim śnie i jego znaczeniu. Ja i Harry jako szczęśliwa rodzina, dziecko i mój
ojczym. Najbardziej nie rozumiałam tej ostatniej części. Po co on miałby
zabijać mojego męża, kimkolwiek on by był i przede wszystkim mnie. Przecież nie
jestem wcale taka zła, prawda? Nie zrobiłam nikomu krzywdy i na razie nie
zamierzam, a przynajmniej tak mi sie wydaje.
Zanim zdążyłam
dojść do punktu kulminacyjnego całej zagadki mojego snu, do drzwi rozległo się
pukanie. Uśmiechnęłam się lekko, mając nadzieję, że to Harry i oczywiście
miałam rację, bo po chwili burza loków pojawiła się w moim pokoju, od razu
rażąc swoim pięknym, białym uśmiechem. Jego loczki jak zwykle były porozrzucane
we wszystkie strony świata, tworząc artystyczny nieład na jego głowie. Chodzącą
sztuka.
- Dzień dobry,
Viviene i smacznego - usiadł na moim łóżku, dokładnie mnie obserwując. Czułam
jego spojrzenie na mnie. Wywróciłam lekko oczami rozbawiona jego pozytywną
energią.
- Hej
Harry i dziękuję - uśmiechnęłam się do niego przelotnie i połknęłam leki,
dopijając przy tym swoją herbatę. Spojrzałam po chwili na niego i odchrząknęłam
cicho, bo mój głos nieużywany już trochę, musiał przywyknąć do nowo rozpoczętej
rozmowy. -Więc um... Zabierasz mnie dziś na zewnątrz? - zapytałam cicho chcąc
przerwać niezręczną ciszę między nami, która powstaje na wskutek braku tematu.
- Tak, cieszysz
się? - powiedział uśmiechając się szeroko, a w jego policzkach pojawiły się
urocze wgłębienia nazywane dołeczkami. Widać było podekscytowanie wypisane na
jego twarzy. Taka mała rzecz a jak cieszy. Mogłam się domyśleć, że Harry kocha
uszczęśliwiać innych ludzi, powodować u nich radość i uśmiechy na ich twarzach.
Byłam tylko kolejną osobą, którą on chciał zmienić na lepsze, by postrzegała
świat w innych kolorach, nauczyła się odróżniać dobro od zła, poznała inne
uczucia różne od odrzucenia, smutku, rozczarowania, niechęci i przede wszystkim
zła na innych i na to, co ją spotkało. Taką właśnie osobą jestem ja i Harry
chce sprawić, że zmienię swój światopogląd.
- Tak, czemu nie.
Dawno nie byłam na zewnątrz - powiedziałam wstając powoli i podeszłam do
parapetu. Oparłam łokcie na materacu i podparłam brodę na dłoniach. -Jaki jest
śnieg? - zapytałam po krótkiej chwili ciszy.
- Cóż... – Harry podszedł
do parapetu i przybrał taką samą pozę jak ja. - Śnieg jest bardzo zimny i topi
się gdy go dotkniesz, bo twoja skóra jest ciepła - wytłumaczył uśmiechając się
błogo.
Czasem
był taki tajemniczy, potrafił robić dobrą minę do złej gry i nie dało się po
nim wywnioskować jaki ma dziś humor, czy jest zły, czy obojętny. Taki właśnie
był Harry i to najbardziej w nim podziwiałam. Wytrwałość, umiejętność
maskowania emocji, cierpliwość, a także to, że mimo wszystko potrafił cieszyć
się życiem.
- Jak on smakuje? -
zapytałam. Czułam się jak dziecko, które dopiero co poznaje świat. Jakbym
wróciła znów do dzieciństwa, wypytywała mamę o wszystko, próbowała wszystkiego
na własną rękę i śmiała się, gdy ktoś powiedział majtki. Uważałam to, za najśmieszniejsze
słowo świata.
Uśmiechnęłam się mimowolnie wracając myślami do czasów dzieciństwa. Czasem chciałabym ponownie tam wrócić, przeżyć wszystko od nowa i nie pozwolić mojej mamie zgodzić się na wyjazd, symulując chorobę, by nic się im nie stało.
Uśmiechnęłam się mimowolnie wracając myślami do czasów dzieciństwa. Czasem chciałabym ponownie tam wrócić, przeżyć wszystko od nowa i nie pozwolić mojej mamie zgodzić się na wyjazd, symulując chorobę, by nic się im nie stało.
- Smakuje tak,
jakbyś piła wodę, ale strasznie zimną. Czasem smakuje brudem z ulicy, czasem
siuśkami zwierząt lub nawet ludzi - westchnął cicho. - Ludzie nie szanują
piękna zimy, świąt. A to najpiękniejszy czas w życiu każdego z nas -
wyprostował się leniwie. - To co, idziemy? - zapytał, a na jego twarzy pojawił
się duży uśmiech.
Kiwnęłam
głową i podeszłam do drzwi czekając cierpliwie, aż Harry mnie wypuści.
- Musisz
trzymać się blisko mnie i najważniejsze, masz się słuchać, bo inaczej nigdy w
życiu cię już nie wypuszczą, jasne? - zapytał, na co znów kiwnęłam głową. Harry
otworzył drzwi i puścił mnie pierwszą.
Po raz
pierwszy od jakiegoś czasu widziałam nasz szpitalny korytarz pełen
wolontariuszy i pacjentów. Uśmiechnęłam się lekko idąc za Harry'm. Obserwowałam
ludzi, którzy byli już prawie zdrowi i mogli sami poruszać się po korytarzu. Zaprowadził
mnie do pokoju, w którym były jego ubrania.
- Tutaj mam dla
ciebie kurtkę, buty, czapkę, szalik i rękawiczki - wskazał na krzesło obok, po
czym sam zaczął się ubierać.
Kiwnęłam
głową w podziękowaniu i ubrałam się powoli, po czym przejrzałam się w lustrze.
- Okej,
możemy iść. Wyglądasz ślicznie- powiedział, po czym złapał mnie za rękę.
Pokierowaliśmy
się do głównych drzwi. Moje serce zaczęło szybciej bić. Po chwili poczułam na
swojej skórze zimne, orzeźwiające powietrze. Odetchnęłam głęboko, nabierając
mroźne powietrze do płuc.
- O Boże,
Harry... J-Jestem na dworze? - zapytałam nie wierząc w to co mówię. Cały czas
myślałam, że to tylko sen, zaraz się obudzę i wszystko wróci do szarej
normalności jaką jest moje życie. Pisnęłam cicho i pobiegłam w śnieg od razu
wpadając w zaspę. Zaśmiałam się rzucając śniegiem. Nie mogłam uwierzyć w to, że
w końcu wyszłam ze swojej ciemnicy i
doszłam aż tutaj. Harry podbiegł do mnie i usiadł obok mnie.
- Spójrz,
mała - uśmiechnął się i zgniótł trochę śniegu w dłoniach, z czego powstała mała
kulka. Podał mi ją i odsunął się kawałek. - Rzuć nią we mnie - jego twarz
ozdabiał jak zwykle piękny uśmiech.
Popatrzyłam chwilę na kulkę
i wystawiłam język na zewnątrz, nie zważając na protesty mojego nowego opiekuna
i dotknęłam nim lodowej kulki, spotykając się z przyjemnym zimnem, które
rozniosło się po moim ciele. Po chwili spojrzałam na Harry'ego, który aż łapał
się za włosy. Zaśmiałam się cicho i rzuciłam w niego kulką, trafiając w jego
kurtkę, po czym podniosłam się szybko i skryłam za najbliższym drzewem.
Schyliłam się, aby ulepić kilka kulek, a po chwili poczułam uderzenie w ramię.
Zobaczyłam Harry'ego zaledwie metr ode mnie z triumfalną miną i kilkoma kulkami
w zapasie. Rzuciłam w niego ponownie i ruszyłam w dziki bieg do kolejnego
drzewa śmiejąc się głośno. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak dziś.
Oberwałam kulką w
plecy zanim zdążyłam schować się za dużym drzewem z drewnianą huśtawką
zawieszoną na najgrubszym konarze. Zaśmiałam się cicho i ulepiłam kilka kulek,
pociągając nosem. Wychyliłam się zza drzewa, by ocenić położenie Harry'ego
względem pola bitwy. Trochę mi to zajęło, zanim dostrzegłam jego buty zza
drzewa na drugim końcu podwórza. Zebrałam szybko kulki i pobiegłam w kierunku
drzewa. Byłam co raz bliżej, aż w końcu wskoczyłam mu na plecy, wcierając śnieg
w jego twarz. Śmiałam się głośno, trzymając jego pleców, by nie upaść, ale po
chwili Harry zwalił mnie ze swoich pleców i zawisnął nade mną dysząc mi w
szyję.
- Już nie żyjesz,
mała - szepnął mi na ucho, na co się roześmiałam. Teraz miałam o nim mieszane
zdanie. Był jak przyjaciel, brat, ale był zupełnie obcy i chciał pomóc mi się
wyleczyć.
- Będę chora,
Harry - oburzyłam się, wydymając dolną wargę. Patrzyłam na jego reakcję. Po
chwili podniósł się i pomógł mi wstać. Skorzystałam z okazji i po raz ostatni
uderzyłam go kulką, na co oboje wybuchneliśmy śmiechem.
- Chcesz się
wyrwać w nocy? - zapytał cicho otrzepując mnie ze śniegu. Jakbym nie mogła
zrobić tego sama...?
- Chcesz bym
uciekła z psychiatryka wraz z tobą? - zapytałam dla pewności obserwując go
uważnie. Był to okropnie zły pomysł, ale chciałam w końcu wyjść poza mury
ośrodka, poczuć się jak prawdziwa dziewczyna w moim wieku, poznać kogoś...
Harry pokiwał głową powoli i wzruszył po chwili ramionami patrząc na moją
reakcję. - Ja...-zastanawiałam się jeszcze chwilę - Ale jak chcesz to zrobić?
Mieszkam na najwyższym piętrze i nie mam krat w oknach.
- Teraz słuchaj
uważnie, okej? - oparł się plecami o drzewo. - Ośrodek nie jest strzeżony, więc
będę u ciebie, dopóki ta kobieta nie przyjdzie ostatni raz po naczynia z
kolacji i kiedy pójdzie, ja wyjdę i nie zamknę drzwi. O północy wszyscy śpią,
tak? - zapytał, a ja tylko pokiwałam głową w odpowiedzi. - Więc w takim razie
sanitariusze też już przysypiają w swoich kanciapach. Najbliższy ich pokój
znajduje się obok schodów po lewej stronie, a ty masz pokój na samym końcu po
prawej stronie, więc tym bardziej cię nie zauważą i masz większą szansę -
powiedział uśmiechając się szeroko dumny ze swojego planu.
- No dobrze, ale
jak wezmę kurtkę i buty? - zapytałam czekając na odpowiedź.
- Jest już twoje,
więc będziesz trzymać to w swoim pokoju w szafie -uśmiechnął się lekko, a ja
tylko kiwnęłam głową w potwierdzeniu. Był bardzo inteligentny. Zastanawiało
mnie to, jak długo główkował nad tym idealnym planem ucieczki.
- A co z
monitoringiem? - zapytałam po chwili namysłu. Jeśli ucieknę, zobaczą to na
monitoringu i rozpoczną pościg, albo wezwą policję i zamkną mnie w kiciu.
- Sprawdzają go
tylko wtedy, gdy mają jakieś niedociągnięcia, wątpliwości w sprawie jednego
pacjenta, lub gdy policja ich o to prosi - wytłumaczył zgrabnie. - Nic a nic ci
nie grozi, Viviene, odstawię cię przed 6 i będzie dobrze - dodał po chwili
uśmiechając się lekko. Pokiwałam głową powoli z uśmieszkiem na twarzy.
- Wchodzę w to -
powiedziałam krótko i potarłam dłonie o siebie, zrobiło się na prawdę chłodno.
Spojrzałam w niebo, słońce już powoli zachodziło, więc musiała być jakaś 16:00.
- Zimno ci? Chodź
już, poproszę w kuchni o dwie gorące czekolady i grzejemy się przed kolacją - zaproponował
podążając w kierunku drzwi wejściowych, szłam za nim posłuszna, wiedząc, że
pewnie teraz cała ekipa obserwowała nas przez ekrany komputerów.
Weszliśmy do środka i
otrzepaliśmy buty. Rozebraliśmy się ze swoich rzeczy, po czym poszliśmy
grzecznie do mojego pokoju. Harry wstąpił jeszcze na chwilę do kuchni, więc ja
miałam czas na to, by odłożyć mokre rzeczy na grzejnik i przebrać się w suche
ubrania. Związałam włosy w kucyk i usiadłam na łóżku czekając na Harry'ego.
Po chwili wszedł do pokoju z dwoma
kubkami wypełnionymi czekoladą i zamknął drzwi nogą. Podał mi jeden kubek i
usiadł, opierając się o ścianę plecami.
- Wiesz co,
Viviene? - zapytał zerkając na mnie kątem oka. Uniosłam brwi w geście, by
kontynuował myśl. - Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. To
niesamowite - zaśmiałam się cicho pod nosem, kręcąc głową w niedowierzaniu.
- Takiej
dziewczyny? Psychopatki? - zakpiłam z niego cicho. Kto chciałby poznawać kogoś
takiego jak ja. To aż żałosne.
- Nie, mała. Tak
silnej, wspaniałej i pięknej dziewczyny jak ty... -szepnął kładąc dłoń na moim
policzku. Potarł go kciukiem uśmiechając się do mnie czule. Nasze twarze
dzieliły milimetry. Nie wiedziałam co się dzieje. Spanikowałam i odsunęłam się
szybko, odwracając głowę. - Przepraszam, to nie było na miejscu - mruknął pod
nosem, a ja tylko kiwnęłam głową. Napiłem się czekolady z kubka i westchnęłam.
Czemu on chciał to zrobić? Byłam teraz rozdarta, bałam się, że zakocham się w
nim, a on później zostawi, uważając to za zwykły błąd lub zabawę. Typowe, tylko
ludźmi się nie bawi. My mamy uczucia, które łatwo zniszczyć i trudno naprawić.
Zanim zdążyłam się
odezwać w sprawie niedoszłego czynu, do pokoju weszła Becky wraz z kolacją dla
dwóch osób i moimi lekami. Zostawiła tacę i wyszła, uśmiechając się do nas lekko.
Wstałam i usiadłam na swoim stołeczku, a Harry bez słowa usiadł na przeciwko
mnie. Wzięłam swoją porcję twarożku ze szczypiorkiem i kromkę chleba. Mimo, iż
mieliśmy jeszcze swoje kakao, dostaliśmy nowe, cieplejsze.
Dość szybko
uwinęliśmy się ze swoimi porcjami. Harry po chwili przesiadł się na łóżko, a ja
połknęłam leki popijając je ciepłym kakao. Usiadłam obok niego, wspominając
sytuację sprzed kilkunastu minut. Między nami panowała napięta atmosfera a od
ścian odbijała się głucha, grobowa cisza oznaczająca tylko to, jak bardzo nie
mamy o czym ze sobą rozmawiać.
- Słuchaj... - Harry
odezwał się po dłuższej chwili. - Nie chciałem by tak wyszło, zapomnijmy o tym,
okej? - zapytał cicho, a ja tylko uśmiechnęłam się lekko, patrząc na dłonie
Harry'ego. Wiedziałam, że ma tatuaże, bo widziałam kilka na jego nadgarstkach i
dłoni, ale nie wiedziałam, czy ma ich więcej i jak one wyglądają. Sama chciałam
mieć kiedyś tatuaże, ale nie wiedziałam dokładnie jakie i gdzie. Może coś
związanego z zamknięciem, pustką, a potem z wolnością i niezależnością. Sama
nie wiem. Odkąd pamiętam to zawsze byłam niezdecydowana.
Kiedy tylko Becky zabrała naczynia i
opuściła mój pokój, Harry wstał i wziął swoje rzeczy, ubierając się powoli.
- Pamiętaj, o
11:50 widzę cię przy bramie głównej, będzie uchylona - powiedział na odchodne i
wyszedł, zostawiając drzwi otwarte według naszego planu.
Na spokojnie
wzięłam prysznic, by zmyć z siebie resztkę dzisiejszego dnia i ubrałam czarne
jeansy i szara bluzę, po czym związałam włosy w warkocz i spojrzałam na
zegarek. Miałam jeszcze całą godzinę, więc postanowiłam poczytać książkę, którą
kilka dni temu zostawiła mi Becky w nadziei, że ją przeczytam. Ułożyłam się na
łóżku wygodnie, rozpoczynając lekturę. Co chwila spoglądałam na zegarek by
przypadkiem nie spóźnić się na spotkanie i nie przegapić jedynej takiej szansy.
O 23:40 wstałam z łóżka odkładając książkę i podeszłam do krzesła przy
kaloryferze by założyć kurtkę, buty, czapkę i rękawiczki. Odetchnęłam głęboko i
wyszłam powoli z pokoju, rozglądając się. Czysto pomyślałam
i podeszłam powoli do klatki schodowej, jak najciszej stąpając po schodach. Drugie
piętro, pierwsze piętro, parter mówiłam
sobie w myślach. Zeszłam z ostatniego schodka i rozejrzałam się, czy aby na
pewno jest bezpiecznie. Podeszłam szybko do drzwi wejściowych i...i po chwili
znalazłam się na zewnątrz. Uśmiechnęłam się szeroko i podbiegłam do furtki,
wychodząc poza posesję psychiatryka. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc Harry'ego
czekającego przy drzewie. Podeszłam do niego szybko.
- No to co mała?
Jedziemy do mnie? - zapytał uśmiechając się szeroko, a ja tylko pokiwałam
głową, przystając na jego sympatyczną propozycję.
___________________________
Rozdziały będą teraz o wiele dłuższe :)
KOMENTARZE MIŁO WIDZIANE :))))
Pamiętajcie o zwiastunie, moim twitterze, asku, tumblr i vine, oraz o wersji na wattpad.Możecie śledzić newsy o fanfiction na asku i twitterze.
Pamiętajcie także by wpisać się do zakładki informowani i zajrzeć do zakładki kontakt, oraz facfictions.
Lots of love, olcia x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Gwiazdeczki, dziękuję Wam za wszystkie komentarze, one mnie tak strasznie motywują, że nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Kocham Was! ♥